piątek, 3 kwietnia 2015

Drogi czytelniku, turysto, taterniku, alpinisto, himalaisto a zwłaszcza turysto z klapkami na giewoncie.


#WojownicyKoscielca   #ŚwiniacaSmakujeWeŚrode  #PogodaWażnaSprawa #ZefirekNaRakoniu 

Drogi czytelniku, turysto, taterniku, alpinisto, himalaisto a zwłaszcza blondynko z klapkami na giewoncie. Chcę abyś wiedział, że wszystko cokolwiek napiszę poniżej jest napisane śmiertelnie poważnie! Tak, celowo użyłem sformułowania śmiertelnie, gdyż takie mogą okazać się konsekwencje gdy ktoś nie potraktuje tego co piszę na serio. Bardzo zależy mi na wzajemnym zrozumieniu, więc biorąc pod uwagę, że zaczynają się święta a jest to okres w którym w domach królują różne polskie tradycje, zacznę wgryzać się w temat nieco od kuchni przywołując popularną potrawę zwaną rosół.



Nie jest moim celem obrażanie niczyich zdolności kulinarnych, lecz niestety z przykrością lecz stanowczo stawiam Cię właśnie przed faktem, że z mojej perspektywy jest to tylko tłusta woda. Bez względu na to jakie i ile gatunków mięsa umieścisz w garnku, oraz jakie warzywa się w nim znajdą, uważam że ten twór nie jest nawet potrawą, lecz mniej lub bardziej udanym półproduktem. Podam przykład: Jeżeli w swojej fantazji kulinarnej posuniesz się o krok dalej i dorzucisz do rosołu cztery puszki pomidorów, a nawet trochę bazylii, podbijesz kulinarnie moje kubki smakowe, kto wie, może stanę się twoim niewolnikiem. Możesz też dodać do niej startych ogórków kiszonych, śmietany i również wyjdzie z tego potrawa która szybko znika z talerza a ja wykazuję przy niej pewne słabości. I teraz: możesz mnie zrozumieć, znienawidzić, albo uznać „challenge accepted” i zaprosić na obiad.



Podsumowując wątek kulinarny: dla mnie rosół nie jest jadalny! Napisałem to jako człowiek oraz jako blogger, napisałem to SUBIEKTYWNIE i tak należy do tego podchodzić. A teraz przejdę na tematy GÓRSKIE, i nie będzie to opowieść o piciu zupy pomidorowej na rysach.



Blogger to taka osoba która idzie przez życie i opisuje je tak jak je widzi dodając to tego pewne przemyślenia. I tak: jedni piszą o górach, drudzy o sukienkach a trzeci o zapiekanych brukselkach z beszamelem(przepraszam, musiałem). Jeszcze raz podkreślę, że słowem klucz określającym każdego bloggera jest SUBIEKTYWNOŚĆ, i tak też należy traktować każdy wpis na blogu bez względu na poruszaną w nim tematykę.



Wgryzę się w temat jeszcze głębiej. Nazywam się Marcin Mucha, często chodzę po górach, uwielbiam to robić! Od jakiegoś czasu spisuję swoje wyprawy aby kiedyś mieć możliwość wrócić do nich i pobudzić nie zawsze doskonałą pamięć aby postawiła mi każdą jedną spisaną przygodę jeszcze raz przed oczami z detalami, strachem i wątpliwościami włącznie! Publikując to dzielę się tym z Tobą i jeżeli to lubisz, to fajnie, ale jeżeli to nienawidzisz, to też fajnie, bo przecież wielkość człowieka mierzy się ilością i siłą jego wrogów. Natomiast jedno chcę powiedzieć jasno, prosto i wyraźnie, specjalnie dla Ciebie i zrozum to bo to może uratować Ci życie.



Jesteś w stu procentach odpowiedzialny za swoje życie!



Choćbyś przeczytał na moim blogu, lub na jakimkolwiek innym, że wyszedłem na Giewont w japonkach, na Rysy zimą w stroju kąpielowym, a nawet na Nanga Parbat bez tlenu, nic nie zwalnia cię z obowiązku brania odpowiedzialności za własne decyzje! KROPKA



Jeżeli zapragniesz wyjść w góry, o tym czy uda Ci się wrócić z nich żywym decydują takie czynniki jak: warunki pogodowe jakie Ty w danym dniu zastaniesz, Twoja kondycja fizyczna, Twoja odporność psychiczna, Twoje doświadczenie, wiedza jaką Ty nabyłeś, sprzęt którym się posługujesz oraz twoja poziom preferencji ryzyka. Jeżeli napisałbym, że coś jest łatwe, to znaczy ni mniej ni więcej tylko tyle, że biorąc pod uwagę wszystkie wymienione czynniki odnoszące się danego dnia do mojej osoby, nie sprawiało mi to problemu. Natomiast Ty idąc czy będąc w górach, bez względu co i gdzie przeczytałeś, masz OBOWIĄZEK samodzielnie analizować wszystkie czynniki ryzyka w danej sytuacji pod kątem TWOICH możliwości i podejmować samodzielne decyzje. Jeżeli się do tego nie poczuwasz, przepraszam, że to napiszę, mój blog nie jest dla Ciebie.



Przykład: Każdy ma jakieś marzenia, nawet bloger-zabijaka, jedne są prostsze do realizacji, inne wymagają większych nakładów. Jednym z moich marzeń jest postawić dwie kolczaste stopy oraz czekan na szczycie pewnej popularnej strzelistej skałki w rejonie morskiego oka. Mam dwa problemy: po pierwsze nie posiadam liny, po drugie od kilku lat nie założyłem żadnego stanowiska. Jak że diabelski błysk w moim oku mogły ujrzeć osoby, które twierdziły, że da się na niego wejść bez absolutnie żadnej asekuracji. Jedna nawet zgodziła się towarzyszyć mi w takiej wyprawie! No i co? Przemyślałem i nie poszedłem! I nie dlatego że bym nie wyszedł… tylko nie do końca jestem pewien czy bym zszedł! A nie wyobrażam sobie większego upokorzenia niż tłumaczenie dyżurnemu ratownikowi, że stoję właśnie na szczycie mnicha, nie mając nawet uprzęży i miło by było gdyby ktoś przyniósł mi z dołu uprząż i linę do zjazdu. Bezapelacyjnie zostałbym wtedy najsławniejszym blogerem w tym kraju i byłbym przywoływany częściej niż pan „rysujący” zimą w dresiku. Więc zmierzyłem siły na zamiary, zrezygnowałem z czegoś na czym mi zależało i tego samego wymagam od Ciebie!



Drugi przykład: Weźmy pod uwagę pierwszy lepszy tekst z relacją z wyprawy, np. Świnica, wierzchołek taternicki. Znam osobiście osoby, które czytając to odniosły wrażenie że jest to opowieść której przebieg w świecie Tolkiena mógłby wyglądać mniej więcej tak: Tydzień przed ostateczną bitwą o śródziemie, pewien szukający adrenaliny mieszkaniec osady zwanej Gondor, w przypływie ułańskiej fantazji wszedł do Mordoru otwierając „z buta” czarną bramę. Nie zważając na napotkane kohorty orków, z rękami w kieszeniach człowieczek przeszedł niezauważony przez najeżoną niebezpieczeństwami strefę śmierci, po czym wspiął się na szczyt twierdzy, pokazał panu ciemności środkowy palec, machając do niego drugą ręką, żeby na pewno zauważył!



Naprawdę tak niektórzy to odbierają i ja się tym osobom nie dziwię, ale jest jeszcze druga, taka tyci-tyci malutka grupeczka czytelników, która jasno i wyraźnie dała mi do zrozumienia, że ja się podniecam, a po pagórkach chodzę, bo góry zaczynają się od 4k mnpm, a najlepiej żeby miały ponad 6!



Oczywiście tej grupie czytelników się nie dziwię jeszcze bardziej, dla nich taki tekst to musi mieć wartość komiczno-rozrywkową. To trochę tak jakbyście zrobili zimą Wielką Koronę Tatr i przeczytali jak gość rozpisuje się na blogu o nieprawdopodobnej walce człowieka z żywiołem przy pokonywaniu w lecie masywu Gubałówki! I dokładnie tak należy rozumieć znaczenie słowa SUBIEKTYWNOŚĆ czytelnika, jest ich wielu, każdy odbierze inaczej każdy jeden mój tekst.



Teraz napiszę jakie mam oczekiwania w stosunku do CIEBIE, bo je mam. Ja oraz każdy inny bloger którego czytasz, nie znam Cię, nie wiem jakim sprzętem dysponujesz, w jakiej jesteś kondycji, jakie zło wytrzyma twoja psychika, nie wiem po prostu nic! Więc odpowiedzialność za wszystkie Twoje decyzje bez względu na to co przeczytasz na blogu spadnie na Ciebie i masz ją PRZYJĄĆ DO WIADOMOŚCI BEZWARUNKOWO! Ja jako bloger, życzę Ci czytelniku wszystkiego najlepszego, nawet zdobycia korony Himalajów, ale to Ty masz obowiązek myśleć i decydować czy i kiedy będziesz na to gotowy!



Dobra, to przyszła pora żebym jeszcze siebie w tym wszystkim jeszcze solidnie wytłumaczył.



Dlaczego tak uparcie rozpisuję się o rzeczach tak absurdalnie oczywistych?



Bo nie tak dawno dowiedziałem się, że są na tym świecie osoby, które żyją złudzeniem, że blogger ma być jak porządna Mamusia i świecić przykładem. Zły bloger który pokazuje brzydkie rzeczy, a jeszcze gorszy ten który robi rzeczy ryzykowne i niebezpieczne! Najgorsi blogerzy to tacy którzy nie dość że to robią, to jeszcze ciekawie o tym piszą, a przecież jest jasne, że powinni o tym milczeć i się tego wstydzić, prawda? A jak już są na tyle bezczelni że chodzą po tych niebezpiecznych górach podejmując ryzyko na ich akceptowalnym poziomie i cholera uda im się przeżyć i o tym napisać coś ciekawego to niech będą świadomi, że jak ktoś się zainspiruje pojedzie w góry i zabije to bloger będzie się smażyć za to całą wieczność w kotłach belzebuba… Więc pragnąc być fair w stosunku do Ciebie drogi czytelniku postanowiłem rozwiać jakiekolwiek wątpliwości „na wszelki wypadek”, i dla twojego dobra:)



A jeśli mi nie wierzysz, że takie rzeczy się dzieją polecam przykład książkowy, historia miażdży jajka na wielkanocne do postaci omleta a komentarze jeszcze bardziej :




Mniej książkowego nie podam, ale jak by nie istniały i nie wykopywały starych wątków, na pewno nie dowiedziałbym się o tej historii z Kazbekiem.



Mam nadzieję że nikogo nie uraziłem, życzę wszystkim czytelnikom Wesołych Świąt! 







Podobał się artykuł? Zapraszamy na Funpage:) 
https://www.facebook.com/wojownicykoscielca