niedziela, 22 lutego 2015

NIE ODDAM CI ŻYCIA ! ! ! czyli rozmowy ze śmiercią…

#wojownicykoscielca   #swiniacasmakujewesrode   #mediaprzeginaja

Fanatycy, wariaci, ryzykanci, tak ludzie nie chodzący po górach często określają miłośników alpinizmu zimowego. Trochę prawdy w tym jest! Wczoraj lawina pogrzebała cztery osoby, w tatrach zachodnich z czego jedna przypłaciła swoją pasję życiem a jedna hipotermią. Gdy się o tym dowiedziałem poczułem się jak by ktoś odwinął mi pałką w głowę a w oczach stanął mi obraz siebie kilka dni wcześniej licytującego się o własne życie, i ten obraz zaraz przywołam.



A po nocy przychodzi dzień...



Była to środa, tuż przed świtem gdy następuje ten moment, że już jest widno, a słońca jeszcze nie widać, po nocnym przemarszu dotarłem do podnóża żlebu świnickiego. Byłem sam, i właśnie wtedy spłynęła na mnie fala paniki, niepokoju i to trudne do opisania uczucie bezpośredniego obcowania ze śmiercią. Chciałem zawrócić, pomimo tego, że szczyt był już na wyciągnięcie ręki, ale z drugiej strony jakaś część mnie chciała przełamać niewidoczną ścianę strachu i zrobić ten jeszcze jeden krok do przodu, i wtedy zaczęła się ta, cholerna licytacja.



Żlebisko straszliwe



Z kim się licytowałem? Z samym sobą? Pewnie tak, a doprecyzowując głębiej ze strachem przed śmiercią więc w pewnym sensie ze śmiercią we własnej osobie której tak bardzo czułem tu obecność!


-zawracaj! Kąt tego stoku jest książkowym przykładem kąta stoku lawinowego! Masz jakieś 50% - pasuje ci to?

-hola hola! Jest drugi stopień zagrożenia! – co najmniej 70% - i wbijam powoli kijek próbując zorientować się jak wyglądają kolejne warstwy na stoku.

-Jak uważasz, te stopnie są dość ogólne i gówno się mają do sytuacji na tym jednym konkretnym stoku, ale masz swoje 70%, i pytam jeszcze raz, pasuje Ci to?

-Czekaj, jeszcze nie skończyłem, jest blady świt, a więc moment w którym pokrywa jest najbardziej zmrożona i stabilna – więc dolicz kolejne 15%

-no niech Ci będzie, ale dalej zostawiasz mi 15% szans że przez Twoje kozaczenie będę biegać po tatrach z kosą i ciągnąć nadgodziny!

-Od wielu dni nie padało, a szlak jest dobrze przetarty, a z każdym dniem śnieg bardziej stabilny… więc na moje oko nie masz nawet pięciu procent szans na nadgodziny! Więc zabieraj się ze swoim szpejem, żegnam Panią!

-Cholera chyba masz rację… Ale pamiętaj że zaraz ta żarówa wyskoczy z za Świnicy i zacznie świecić pełną mocą a Ty na powrocie będziesz musiał trawersować pośrednią turnie od południowej strony, więc delikatnie mówiąc streść swój marny tyłek bo czas działa na twoją niekorzyść!


Tego rodzaju rozważania potrwały jakieś 30 minut, aż w miejsce panicznych lęków w głowie zagościły sensowne argumenty przemawiające za kontynuacją wyprawy, ściana strachu pękła i otworzyła mi drogę w żleb wiodący na przełęcz.



Ucięte słowo Świnicka... 



Wracając do wczorajszego wypadku, gdy się o nim dowiedziałem od razu cały ten żleb, śnieg, i moje argumenty stanęły mi jeszcze raz przed oczami. Czy naprawdę było aż tak bezpiecznie jak w mojej ocenie sytuacji…może czegoś niedoszacowałem albo przeszacowałem? Ale tego niestety już się nie dowiem, ale mimo wszystko nie żałuję ani jednej minuty którą stojąc pod żlebem poświęciłem na uspokajanie swoich emocji i próbę trzeźwej oceny sytuacji i zagrożenia.


A jak wy podejmujecie decyzję w takich sytuacjach? Jak podchodzicie do ogłaszanych komunikatów lawinowych? Ile czasu poświęcacie na analizę zagrożenia i jakie ryzyko jesteście w stanie zaakceptować?

Podobał się artykuł? Zapraszamy na Funpage:) 
https://www.facebook.com/wojownicykoscielca